-Cześć
tato – powiedziałem zmieszany. Nie widziałem go od dziesięciu lat.
Ojciec stał odwrócony do mnie plecami.
Patrzył na zachód słońca. W sali szpitalnej niemiło pachniało. Wszędzie walały
się książki, stare gazety. Tata miał przetłuszczone włosy, nie mył się chyba
kilka dni. Mimo nalegań pielęgniarek nie chciał się położyć. Wstawał co kilka
godzin i przez dłuższy okres czasu stawał w oknie zamyślając się niewiadomo nad
czym.
-Pamiętasz
mnie jeszcze? – spytałem stojąc w drzwiach. Nie miałem ochoty siadać.
-Pamiętam
małego Jaśka, który zawsze wybierał się ze mną na morze, na połów. Ciebie nie
pamiętam. Nie pamiętam cię od czasu, gdy znalazłeś żonę i przestałeś się
odzywać – powiedział zmęczonym głosem.
-Tato,
wiesz, że jestem zapracowany… Nie było okazji…
-Okazja…
Wiesz, synu, co to okazja?
-No
wiem. Wracając, nie było okazji…
-Okazja
jest zawsze. Nie ma chęci – znów mi przerwał.
-Tato,
wiesz, że zawsze mi na tobie zależało – podszedłem do niego i złapałem za
ramię.
Było tak kruche, bałem się mocniej ściskać,
żeby go tylko nie uszkodzić. Był jak lalka, zmęczony, po przejściach, czekający
tylko na to, by ktoś się do niego uśmiechnął. Nadal pamiętałem te niebieskie,
głębokie spojrzenie, zawsze było radosne, jego oczy uśmiechały się do mnie. Tym
razem zapatrzone były w zachód słońca. Mówiły „Stop. Chce zniknąć razem z tobą.”
Czekały na odpoczynek. Ta pomarszczona twarz, spierzchnięte usta, które zawsze
dodawały nadziei i uczyły życia. Teraz czekały na jego kres.
-Zależało
ci jak byłeś dzieckiem. Kochaliśmy morze. Pamiętasz? – spytał nadal na mnie nie
patrząc.
-Pamiętam.
Nie zapomnę. Szum fal, te wschody i zachody słońca, marynarskie piosenki, ta
euforia, gdy wyłowiliśmy dużo ryb i wróciliśmy do domu… Mama… Czekająca na nas
z otwartymi ramionami. Tego się nie da zapomnieć – zacząłem wspominać.
Spojrzałem na ojca. Zauważyłem wielką łzę spływającą mu po policzku.
-Zabierz
mnie jeszcze raz nad morze. Zabierz mnie na statek. Wiesz, że niedługo umrę.
Chce się pożegnać z morzem. Ono kochało mnie do końca. Nigdy nie opuściło –
powiedział i zakasłał.
-Tato,
nie mogę…
-Proszę!
– krzyknął błagalnie nadal na mnie nie patrząc.
Zastanowiłem
się chwile. Przecież pielęgniarki w życiu się nie zgodzą… Ale musiałem mu
wynagrodzić te dziesięć lat, kiedy się nie widzieliśmy.
-Ubieraj
się – powiedziałem.
Ojciec od razu się ożywił. Założył
kurtkę, naciągnął spodnie i włożył buty. Nadal na mnie nie patrzył. Powiedziałem
mu tylko, aby szedł za mną i uważał, żeby nas nikt nie zobaczył.
Wyszliśmy z sali. Na szczęście nikogo
nie było na korytarzu. Po schodach poszło nam równie gładko. Nim się
obejrzeliśmy, jechaliśmy już w stronę morza. Spojrzałem na tatę. Lekko się
uśmiechał. Chyba nie chciał dać po sobie o tym poznać.
Wkrótce, po bezsłownej wycieczce,
dojechaliśmy na miejsce. Ojciec pospiesznie wyszedł z samochodu. Zdjął buty i
wszedł na piasek. To był chłodny dzień. Nikogo nie było nad morzu. Wiatr targał
mi włosy. Patrzyłem jak tata podchodzi do wody. Poszedłem za nim.
Ojciec stanął przy samym brzegu i
czekał na przypływ. Kiedy fala uderzyła w jego stopy, nabrał powietrza i powoli
wypuścił je z ust.
-Ach –
mruczał pod nosem.
Spojrzałem na jego twarz. Płakał. Łzy
spływały mu szybko po policzku. Patrzył z utęsknieniem na daleki horyzont. Wszedł
trochę dalej.
-Tato.
Uważaj, zaziębisz się – powiedziałem.
W końcu
na mnie spojrzał. W jego oczach widziałem… miłość. Tę rodzicielską, o której
dawno zapomniałem.
-Żegnaj
– oznajmił i wszedł jeszcze dalej.
-Tato!
– krzyknąłem, lecz on wchodził coraz głębiej. Wbiegłem za nim. Woda była
lodowata, a on nawet nie drgnął.
-Tato!
Wracaj! –wołałem uderzając pięściami o wodę. Pobiegłem trochę dalej, ale już
nie mogłem.
Jego
pas już zanurzył się w wodzie. W końcu dotarł do szyi, aż wreszcie jego głowa
zniknęła za taflą granatowej wody. Słońce zniknęło za horyzontem.
-Tato!
– szepnąłem.
______________________________________________________________
Moim ulubionym opowiadaniem chcę się z Wami przywitać. Z świetnym pomysłem mojej rodzicielki, postanowiłam, że będę tu dodawać moje opowiadania, historie i inne. Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu. Proszę o konstruktywną krytykę pod każdym wpisem. Będę z niej niezwykle zadowolona i wiem, że podbuduje mnie do dalszego pisania. Na dzisiaj, a może nie, żegnam się z Wami i czekam na komentarze.
Neverwhere,
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz